Kwestia szczęścia znów jak bumerang trafiła do mnie wczoraj, po liście od znajomej osoby, żebym już nie była smutna... Usiadłam i zaczęłam zbierać sobie w myślach zdarzenia, stwierdzenia, jak na przykład Młodej, że ja wszystko widzę pesymistycznie. Czy jestem pesymistką? Wydawało mi się, że w różnych sytuacjach staram się mówić o wszystkich opcjach, w tym i tych złych. Wróciło też do mnie wspomnienie klasowego spotkania ze szkoły pomaturalnej, nie widziałyśmy się prawie dwadzieścia lat. Wiecie jak to jest, na takich spotkaniach [jeśli nie utrzymywałeś oczywiście kontaktu], streść w kilku słowach, co się wydarzyło w tym czasie w Twoim życiu, no po prostu wyzwanie! W pewnym momencie powiedziałam" "Ja jestem szczęśliwa!", na co moja koleżanka odparła: ""Nie możesz być szczęśliwa! Jak ktoś mi tak mówi, to mu nie wierzę, myślę, że nie mówi prawdy!".
Czymże jest szczęście? Co to znaczy być szczęśliwym? Co to znaczy mieć dobre, szczęśliwe życie? Myślę, że ze szczęściem bywa jak z każdą inną rzeczą, którą ludzie próbują ubrać w słowa czy ująć w ramy; każdy ma inną odpowiedź. Czy mam prawo powiedzieć: jestem szczęśliwa, choć jęczę, narzekam i się smucę? Czy szczęście to stan "chwilowy" czy permanentny? Zmienne czy stabilne?
Mi do głowy przyszła myśl, z którą zetknęłam się przy okazji moich studiów i pisania pracy magisterskiej. Janusz Czapiński [znany między z innymi z badań panelowych "Diagnoza społeczna" oraz wielu publikacji z zakresu psychologii społecznej, psychologii pozytywnej czy psychologii politycznej]. W swojej cebulowej teorii szczęścia usiłuje pogodzić sprzeczności. Według niego szczęście ma trzy różne, funkcjonalnie odrębne aspekty. Podstawą odczuwania szczęścia jest tzw wola życia, czyli biologicznie zdeterminowana dyspozycja do konstruktywnego radzenia sobie. Nakładają się na nie dwa pozostałe : uogólnione poczucie dobrostanu [well-being: termin odnoszący się do oceny życia, jego jakości, w tym wypadku do tych elementów sytuacji człowieka, które są dla niego korzystne] oraz bieżąca ocena sytuacji. "Cebulowy" charakter szczęścia polega na tym, że owe trzy elementy stanowią warstwy i w określonej kolejności odczuwają konsekwencje zdarzeń oraz w różnym stopniu podatne są naruszenie lub zmianę. Wydarzenia są zatem w pierwszej kolejności poddane bieżącej emocjonalnej i poznawczej ocenie (są "filtrowane" i oceniane przez ową "wierzchnią warstwę": bieżącą ocenę sytuacji), dlatego też aktualne poczucie szczęścia najłatwiej ulega zmianom i jest stale naruszane [bo emocje..]. W następnej kolejności skutki wydarzeń obejmują ogólne poczucie szczęścia, które w przypadku permanentnie działających czynników też może ulec zmianie. Natomiast rdzeń poczucia szczęścia - wola życia - nie ulega zmianie pod wpływem zdarzeń, co stabilizuje funkcjonowanie człowieka nawet w obliczu znacznego obniżenia się bieżącego czy uogólnionego zadowolenia z życia, a tym samym - wg Czapińskiego - zapobiega depresji oraz samobójstwu. Ogólny poziom życia jest wyznaczany głównie przez wolę życia i właśnie dlatego bieżące zdarzenia mają relatywnie mały udział w jego stabilizacji.
"A więc ogry mają warstwy...""Ośle!" "Wiesz, nie wszyscy lubią cebulę... Tort! wszyscy lubią tort! tort ma warstwy!". No właśnie, to proste, wola życia, a wokół niej dwie pozostałe warstwy. Model Czapińskiego stara się wyjaśnić, że zmienność i stałość szczęścia to efekt działania dwóch odrębnych stanach organizmu, z których jedna (ogólne poczucie szczęścia) bazuje na wewnętrznej stymulacji (wola życia), a druga (bieżące poczucie szczęścia) na danych pochodzących z zewnątrz. Ich współwystępowanie zapewnia człowiekowi możliwość emocjonalnej reakcji na wydarzenia, a równocześnie utrzymanie samopoczucia na poziomie umożliwiającym działanie bez względu na bieżące wydarzenia. Innymi słowy, pewne wydarzenia mogą wpłynąć negatywnie na moje samopoczucie, ale mój "trzon" nie pozwoli mi wpaść w depresję...
Bo oczywiście zasmuca mnie i przygnębia fakt, że Najmłodszy przechodzi teraz ospę wietrzną. Może mnie zasmucać scenka z imienin rodzinnych, gdy ciocia poklepując mnie po kolanie dobrodusznie mówi: 'Nooo, Anulla, a nasz Czaruś też się taki otyły zrobił... No tak też się spasł ostatnio...". Bo wiem, że ospa minie, po prostu trzeba zacisnąć zęby i smarować, smarować te krosteczki. Bo wiem, że takie teksty to specjalność ciotuni, na szczęście widzimy się rzadko, trzeba zacisnąć zęby i ... wyjść, wyjść by się dobrze zabawić i odetchnąć na urodzinach mojej drogiej B. .... Bo moja wola życia jest silniejsza, stabilniejsza i ponad.... Tak sobie to wszystko tłumaczę.
Żródło:
Trzebińska, E. (2008). Psychologia pozytywna. Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne.