wtorek, 7 grudnia 2010

...o szczęściu...

Kwestia szczęścia znów jak bumerang trafiła do mnie wczoraj, po liście od znajomej osoby, żebym już nie była smutna... Usiadłam i zaczęłam zbierać sobie w myślach zdarzenia, stwierdzenia, jak na przykład Młodej, że ja wszystko widzę pesymistycznie. Czy jestem pesymistką? Wydawało mi się, że w różnych sytuacjach staram się mówić o wszystkich opcjach, w tym i tych złych. Wróciło też do mnie wspomnienie klasowego spotkania ze szkoły pomaturalnej, nie widziałyśmy się prawie dwadzieścia lat. Wiecie jak to jest, na takich spotkaniach [jeśli nie utrzymywałeś oczywiście kontaktu], streść w kilku słowach, co się wydarzyło w tym czasie w Twoim życiu, no po prostu wyzwanie! W pewnym momencie powiedziałam" "Ja jestem szczęśliwa!", na co moja koleżanka odparła: ""Nie możesz być szczęśliwa! Jak ktoś mi tak mówi, to mu nie wierzę, myślę, że nie mówi prawdy!".

Czymże jest szczęście? Co to znaczy być szczęśliwym? Co to znaczy mieć dobre, szczęśliwe życie? Myślę, że ze szczęściem bywa jak z każdą inną rzeczą, którą ludzie próbują ubrać w słowa czy ująć w ramy; każdy ma inną odpowiedź. Czy mam prawo powiedzieć: jestem szczęśliwa, choć jęczę, narzekam i się smucę? Czy szczęście to stan "chwilowy" czy permanentny? Zmienne czy stabilne? 
 
Mi do głowy przyszła myśl, z którą zetknęłam się przy okazji moich studiów i pisania pracy magisterskiej. Janusz Czapiński [znany między z innymi z badań panelowych "Diagnoza społeczna" oraz wielu publikacji z zakresu psychologii społecznej, psychologii pozytywnej czy psychologii politycznej]. W swojej cebulowej teorii szczęścia usiłuje pogodzić sprzeczności. Według niego szczęście ma trzy różne, funkcjonalnie odrębne aspekty. Podstawą odczuwania szczęścia jest tzw wola życia, czyli biologicznie zdeterminowana dyspozycja do konstruktywnego radzenia sobie. Nakładają się na nie dwa pozostałe : uogólnione poczucie dobrostanu [well-being: termin odnoszący się do oceny życia, jego jakości, w tym wypadku do tych elementów sytuacji człowieka, które są dla niego korzystne] oraz bieżąca ocena sytuacji. "Cebulowy" charakter szczęścia polega na tym, że owe trzy elementy stanowią warstwy i w określonej kolejności odczuwają konsekwencje zdarzeń oraz w różnym stopniu podatne są naruszenie lub zmianę. Wydarzenia są zatem w pierwszej kolejności poddane bieżącej emocjonalnej i poznawczej ocenie (są "filtrowane" i oceniane przez ową "wierzchnią warstwę": bieżącą ocenę sytuacji), dlatego też aktualne poczucie szczęścia najłatwiej ulega zmianom i jest stale naruszane [bo emocje..]. W następnej kolejności skutki wydarzeń obejmują ogólne poczucie szczęścia, które w przypadku permanentnie działających czynników też może ulec zmianie. Natomiast rdzeń poczucia szczęścia - wola życia - nie ulega zmianie pod wpływem zdarzeń, co stabilizuje funkcjonowanie człowieka nawet w obliczu znacznego obniżenia się bieżącego czy uogólnionego zadowolenia z życia, a tym samym - wg Czapińskiego - zapobiega depresji oraz samobójstwu. Ogólny poziom życia jest wyznaczany głównie przez wolę życia i właśnie dlatego bieżące zdarzenia mają relatywnie mały udział w jego stabilizacji. 

"A więc ogry mają warstwy...""Ośle!" "Wiesz, nie wszyscy lubią cebulę... Tort! wszyscy lubią tort! tort ma warstwy!".  No właśnie, to proste, wola życia, a wokół niej dwie pozostałe warstwy. Model Czapińskiego stara się wyjaśnić, że zmienność i stałość szczęścia to efekt działania dwóch odrębnych stanach organizmu, z których jedna (ogólne poczucie szczęścia) bazuje na wewnętrznej stymulacji (wola życia), a druga (bieżące poczucie szczęścia) na danych pochodzących z zewnątrz. Ich współwystępowanie zapewnia człowiekowi możliwość emocjonalnej reakcji na wydarzenia, a równocześnie utrzymanie samopoczucia na poziomie umożliwiającym działanie bez względu na bieżące wydarzenia. Innymi słowy, pewne wydarzenia mogą wpłynąć negatywnie na moje samopoczucie, ale mój "trzon" nie pozwoli mi wpaść w depresję...

Bo oczywiście zasmuca mnie i przygnębia fakt, że Najmłodszy przechodzi teraz ospę wietrzną. Może mnie zasmucać scenka z imienin rodzinnych, gdy ciocia poklepując mnie po kolanie dobrodusznie mówi: 'Nooo, Anulla, a nasz Czaruś też się taki otyły zrobił... No tak też się spasł ostatnio...". Bo wiem, że ospa minie, po prostu trzeba zacisnąć zęby i smarować, smarować te krosteczki. Bo wiem, że takie teksty to specjalność ciotuni, na szczęście widzimy się rzadko, trzeba zacisnąć zęby i ... wyjść, wyjść by się dobrze zabawić i odetchnąć na urodzinach mojej drogiej B. .... Bo moja wola życia jest silniejsza, stabilniejsza i ponad.... Tak sobie to wszystko tłumaczę.
 
 
Żródło:
Trzebińska, E. (2008). Psychologia pozytywna. Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne.

14 komentarzy:

  1. Kochana Anulko, dziękuję Ci za ten wpis! :)

    Poza tym, czy aby da się żyć w permanentnym szczęściu non stop..?

    Uściski:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Oszaleć można tak samo z braku szczęścia jak i z nadmiaru, więc równowaga to jest to:)))))))) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś do pomyślenia, dzięki:)
    Jakaż Ty pesymistka?
    PS. A Ty wiesz, jakie to miłe usłyszeć od rodzonego wujka męża "no, ale ty to się spasłaś ostatnio"?
    Bo ja już wiem, kurczę, od mężczyzny, jak by nie było....ałć ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kate,
    nie ma za co :) starałam się jak mogłam, przełożyć z "psychologicznego" na "nasze", jednak stety/niestety siłą rzeczy wpada się w wiadome słownictwo...

    Permanentne szczęście? Oszaleć można! Poza tym kryzysy to bardzo pożyteczna rzecz, ale o tym może next time ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Zawrócony,

    masz 100% rację, we wszystkim [w tym również w przywiązywaniu się do pewnych teorii] należy zachować umiar, rozsądek i tak zwany złoty środek.

    Pozdrawiam serdecznie! Z misiem :O)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tyno,

    faktycznie, uwaga od mężczyzny... Brzmi nieco gorzej... Zresztą czy czy ja wiem... Fakt, mnie by zabolało.

    PS. No widzisz? "jaka jesteś, nie wie nikt...", robię za pesymistkę i żandarma w domu, takie czasy... ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ze szczęściem to faktycznie chyba skomplikowana sprawa. Swoją drogą - ciekawa ta 'cebulowa teoria'. W sumie może prowadzić do wniosków, że można być szczęśliwym i nieszczęśliwym jednocześnie. powiedzenie 'szczęście w nieszczęściu' (i - analogicznie - nieszczęście w szczęściu, które pewnie zdarza się równie często, jak pierwsze, albo i częściej) nabiera nowego sensu. Oksymorony dochodzą do głosu, a to zawsze daje ciekawe efekty.

    P.S. Witam wszystkich, bo ja tu po raz pierwszy. Witam szczególnie autorkę bloga o tak... ciekawym, acz dyskusyjnym i kontrowersyjnym tytule.
    zapraszam przy tej okazji: http://dhousehusband.blogspot.com/2010/11/seriale-seriale-seriale.html

    Ja tam mam własne zdanie na temat przypadku - i doświadczenia na poparcie :-)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Witaj, Desperate Househusband!

    przeczytałam Twój wpis dotyczący roli przypadku w życiu. Oooo, mogłabym długo opowiadać, jak na przykład fakt, że po liceum nie dostałam się na romanistykę, poszłam do szkoły pomaturalnej, a potem już do pracy, a tu już poznałam R. I tak znalazła się na świecie trójeczka :D

    Oczywiście, można gdybać "a gdyby"..., w nieskończoność, prawda?

    A "Californication" jest w kolejce, zaraz po Housie. Wiele o nim słyszałam, pewnie będę zgrzytać zębami, że szowinistyczny, no ale...

    Pozdrawiam serdecznie! :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Wcale nie taki szowinistyczny - i wbrew pozorom bardzo prorodzinny, czasem wręcz konserwatywny. Bardzo fajny serial, polecam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Aaaa, no widzisz, w takim razie wysforował się w mym rankingu "filmów do obejrzenia" na miejsce 1sze.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie omieszkam, niech no tylko go dopadnę ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. ja podczas wizyty poprzednim miejscu pracy natknelam sie na Pana z Zarzadu, ktory zadal pytanie o to, jak mi sie w nowym miejscu pracuje. Odpowiedzialam, ze bardzo dobrze, dziekuje. Tu nastapila tyrada ze strony Pana z Zarzadu, ze pewnie w jakiejs amerykanskiej firmie pracuje i tak nam kaza mowic, bo to taki amerykanski folklor, ze zadowolonym tzeba byc...

    hm... a co jesli ktos rzeczywiscie jest zadowolony i, co wiecej, nie lubi narzekac dla sportu? :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Lilla My,

    właśnie, co wtedy? Za dziwoląga jest postrzegany! A my na przekór "Keep smiling"! Tego Tobie i sobie życzę :D

    OdpowiedzUsuń