Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ...Młoda Gniewna.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ...Młoda Gniewna.... Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 marca 2010

Młoda Gniewna ma ostatnio problemy egzystencjalne, przy których pytanie: "Skąd się biorą dzieci?" to mały pikuś. 

Wczoraj wpada do kuchni i krzyczy:
Młoda:  Nie chcę umierać!!
Ja:         Nie musisz... A o co chodzi?????
Młoda:  Nie chcę umierać i potem snuć się przez wieki potępiona gdzieś tam, nie wiadomo gdzie...
Ja:         Ooo, to nie należy grzeszyć!
Młoda:   Ale tak się nie da żyć!!!!

Albo: "Dlaczego w Biblii nie ma nic o dinozaurach?".

Zaiste, życie z nastolatką pod jednym dachem jest zarazem fascynujące, ale i przerażające... Przerażające, bo wciąż łapię się na tym, jak próbuję sterować życiem dzieci, które tak naprawdę potrzebują naszego wsparcia, a nie nacisków [OK, dobrze, taka mądra nie zawsze jestem, bo jednego pilnuję jak cerber: porządku w pokojach... raz na jakiś czas. I tu budzi się we mnie Bardzo Zła Matka].

Podobnie bywa z książkami. Jest tyle wspaniałych książek, którymi się zaczytywałam w młodości!  Mówię do Młodej: "Przeczytaj może Anię z Zielonego Wzgórza. A może Pollyannę? Tajemniczy ogród!". Nie, nie, nie i jeszcze raz nie, nie chce, nie będzie tego czytać. Bo teraz czyta się TYLKO o wampirach. Na jednej z rodzinnych imprez zapytałam zaprzyjaźnionego 12latka, co czytają jego koleżanki [chodzi do szkoły muzycznej i pomyślałam, że może ma bardziej "uduchowione" koleżanki]. "Eeeee, ciociu, one tylko o wampirach czytają!".


Właśnie, to były książki MOJEJ młodości. Ale idzie ku lepszemu. Niedawno przyszła do mnie i mówi: "Mamo, zaczynam właśnie Tajemniczy ogród. A potem chyba zacznę Pollyannę?".


PS A wiecie, co wyrasta z Młodych Gniewnych wg Jonasza Kofty? Starzy wku... wieni... Oby nie.